Już spakowałam twoje książki,
Włożyłam do wielkiej paczki.
Kupiłam sznur, niedługo wyślę.
Tamte pieniądze z białej szafki
oddałam, rzecz jasna, matce.
Prawie już o Tobie nie myślę.
Czasem dzwonię w nieważnej sprawie;
na przykład: choruje pies.
Nic już nie wiem, nie pytam prawie.
I tylko ten stuk, ten stukot w głowie:
kto tam u Ciebie jest, kto tam jest,
kto tam jest,
czyja grzechocze jak grzech kostka lodu?
Kto tam u ciebie jest
od wschodu do zachodu?
Ręce mam teraz bardziej spokojne,
do miast już tak się nie rwę.
Wciąż lubię wiatr i trochę czytam.
Myślę o śmierci zanim zasnę,
bo to jest być może powrót;
jestem wciąż niejasna, niesyta.
Czasem dzwonisz w nieważnej sprawie,
i to jest prawdziwy gest.
Nic już nie wiem, nie pytam prawie,
i tylko ten stuk, ten stukot w głowie
kto tam u Ciebie jest?
Kto tam jest,
kto tam jest?
siwe włosy spinała zawsze wsuwkami z tyłu głowy i w zielonym fartuchu krzątała się po mieszkaniu ogarnięta spokojem drobinek kurzu które filtrowały z wpadającym przez okno promieniem słońca
głośne tykanie zegara odmierza kolejne minuty
w białym podkoszulku siedział na krześle tuż przy moim łóżku
dym z fajki powoli rozpływał się po pokoju
nie pamiętam wyrazu jego twarzy
tamtego dnia stanął w drzwiach w kapelusz i długim płaszczu był niemal taki jakiego go pamiętam
może trochę bledszy i zgarbiony
zaskoczył mnie jego nagły powrót albo fakt że nie umarł
nie znałam ich
młodych
na dziecięcej huśtawce
pochylonych nad elementarzem
biegnących przez łąkę
kradnących kwaśne papierówki z ogrodu sąsiada
zakochanych...
jak wtedy gdy zrobili im to dziwne zdjęcie wiszące nad ich łóżkiem
nad łóżkami tysięcy innych zakochanych
pamiętam za to jak pletli warkocze drożdżowym chałkom
i smak ciepłej chałki z powidłami ze śliwek pamiętam
brudnych od piasku ziemniaków z ogniska
i pączków zabieranych na później w papierowej torebce na której po drodze do domu rosły kropki tłuszczu
pamiętam jeszcze kilka historii o których mówi się przy okazji sentymentalnych spotkań rodzinnych po jednym za dużo kieliszku wódki
wraz z kolejnym tyknięciem zegara wspomnienia bledną
chwila przemija bezpowrotnie a prawda gubi się w świecie dziecięcej wyobraźni
a może nie pamiętam wcale
Nie jestem z tych
co bez lęku patrzą w ciemność,
co słysząc szmer
jak w filmach
schodzą do piwnicy,
ja jestem z tych
co nakrywają głowy kołdrą,
z tych którym strach
uniemożliwia oddychanie
Niedziela minęłam mi w czekaniu na „Obciach", a dokładniej na spektakl teatru Godot o tym tytule. W mojej głowie grupa Natalii Cichy z racji scenicznych początków była zakodowana jako nowosolska, później dotarło do mnie że wszytko się zmienia i oczekuję na Obciach zielonogórski, a właściwie uzetowski. Mimo wszystko czekałam. Po pierwsze dlatego, że wypada. Po drugie z czystej ciekawości. Po trzecie dlatego, że nazwisko Kingi Dunin, według której tekstów napisano scenariusz, zapowiadało się obiecująco kontrowersyjnie.
Czekałam i doczekałam się. Doczekali się także inni, którzy według teatralnych zapowiedzi poukładali sobie niedzielne plany. Dobiegała godzina zero, gdy przybył posłaniec, niosąc złe wieści. - Spektakl odwołany! - oznajmił. - Odwołany? - zaskoczenie odbiło się na twarzach potencjalnych widzów. - Spektakl odwołany z powodu choroby aktorki - smsowo wyjaśniła reżyserka. Potencjalna widownia rozeszła się w milczeniu do swoich spraw, codzienności, przerwanego rytuału niedzielnego, przyspieszonych planów z „po spektaklu".
Chora aktorka, też mi powód do odwoływania czegokolwiek. Nie takie rzeczy się robiło. Chyba sam Edward Gramont nie doliczy się (a może doliczy) ile razy zastępował niezastąpionych aktorów, ściągając zastępstwo z przeszłości, przyszłości lub z sufitu. I udawało się. Nawet grupy z mniejszym doświadczeniem scenicznym radziły sobie z brakiem aktorki, udając, że nigdy jej tam nie było. Choroba, też mi coś! Powiedziecie to Ewelinie, która pomimo anginy ropnej w deszczu toczyła boje Gladiatorów. The show must go on! - jak mawiał wujaszek Freedie. Nie takie rzeczy się robiło w Teatrze.
Tym razem się nie udało. Trudno. Mogłabym się z tym pogodzić, mogłabym zrozumieć, gdyby nie... prawda. Prawda w oczy kole. Zaledwie cztery godziny później i zaledwie 26 kilometrów stąd stał się cud. Spektakl „o przemocy seksualnej, o naszej tożsamości narodowej, poprawności politycznej", jak informowały portale internetowe, w reżyserii Natalii Cichy zakończył IX Maraton Pisania Listów. Nie został odwołany z powodu choroby aktorki. Odbył się.
Jaaaaciee kręceee cud. Cudowny cud. Cuda się zdarzają. A jeśli nie? Jeśli nie cud, to co? To obciach! Obciach, czyli według wikisłownik: siara, wiocha, wstyd, kompromitacja. Powinnam być zadowolona. Dostałam czego chciałam. Miał być obciach i jest.
Poliż mnie, i'm polish,
albo jeśli wolisz,
możesz mnie posolić,
albo wymiętolić.
(...)
gdzieś na wzgórzu
poznałem boga chorego na białaczkę
mówił
że
zgubił sens funkcjonowania
sam natomiast wierzy w przeznaczenie
zapisane w wyroczni
i
składa ofiary
wczoraj
przestałe wierzyć
wiara polis jest lepsza
bo jutro to ja mogę być
bogiem
to ja
a może zostanę złożony
w ofierze
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 8894
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: